Dzikie wakacje 2019

Jak zwykle z lekkim opóźnieniem udało mi się poskładać krótki filmik podsumowujący nasz wyjazd. Oczywiście nie ma w nim wielu miejsc, w których byliśmy. W wielu klasztorach nie można było robić zdjęć i filmów. W wielu miejscach woleliśmy spędzić sobie spokojnie i leniwie czas, niż biegać z kamerą. Zapraszam do oglądania:

Mały offroad – Sutomore Haj

Ponieważ wychodzimy z założenia, że nie ma złej pogody, tylko czasami ubiór jest nieodpowiedni, nie mogliśmy usiedzieć w apartamencie nawet w czasie deszczu. Najpierw podjechaliśmy na plażę zobaczyć co zostało z dziecięcych budowli z kamieni i piasku po nocnej ulewie, a potem wjechaliśmy na szczyt góry Zagrade, z którego podobno jest piękny widok na całe Sutomore. Szutrowa droga okazała sie bardzo kamienista i obfita w przeszkody w postaci poprzecznych betonowych spowalniaczy (prawdopodobnie zapobiegających obsuwaniu się kamieni). W związku z tym nawet włączyłem reduktor, który okazał się bardzo pomocny w czasie zjazdu (razem z asystentem zjazdu – nawet nie musiałem dotykać pedału hamulca). Niestety nad szczytem wisiała chmura i akurat jak wysiadłem zrobić zdjęcie to ostro zacinał deszcz.

Powered by Wikiloc
Sutomore Zagrade
Sutomore Zagrade

Monastyr Ostrog

W drodze z Zabljaka nad morze postanawiamy odwiedzić Monastyr Ostrog – jedną z głównych atrakcji turystycznych Czarnogóry. Dojazd wąską, widokową drogą nie sprawia żadnych problemów, ale na miejscu ukazuje się nam tłum ludzi. Oprócz turystów natrafiliśmy chyba na pielgrzymkę. Ludzie leżą na materacach i kocach pod gołym niebem.

Monastyr Ostrog
Monastyr Ostrog

Na głównym placu widzimy dwie kolejki. Jedna kolejka do okienka gdzie można kupić świece i następnie je zapalić w kaplicy w intencji zmarłych. Druga, dłuższa wiedzie po schodach w kierunku górnego Monastyru. Pan z obsługi widząc, że jesteśmy turystami z dziećmi daje nam znak, że możemy ominąć kolejkę idąc pod prąd. Później okazuje się, że wszyscy Ci ludzie czekali do malutkiego pomieszczenia, w którym siedział mnich i dbał o to, by nie robić zdjęć. Jest to miejsce gdzie znajdują się relikwie św. Bazylego. Zwiedzamy dostępne pomieszczenia, w których widzimy wiele różnych mozaik na ścianach.

Monastyr Ostrog
Monastyr Ostrog

Ogólnie Monastyr jest położony w pięknym miejscu i z zewnątrz jest imponujący, ale część udostępniona do zwiedzania nie robi wielkiego wrażenia. Spodziewałem się czegoś więcej, szczególnie biorąc pod uwagę, że został on założony przez mnicha pochodzącego z Monastyru Tvrdos z Bośni.

3 najlepsze atrakcje turystyczne w Batumi

W czasie naszego krótkiego wyjazdu do Gruzji odwiedziliśmy Batumi. Miasto jest pełne kontrastów i kiczu. Z jednej strony możemy spotkać wiele olbrzymich, bardzo oświetlonych hoteli, a pomiędzy nimi bloki przypominające lata 60 i głęboki PRL, z których wychodzi bieda.

Mimo wszystko jest w Batumi kilka atrakcji, które możemy polecić:

Targ rybny

Sporej wielkości targ na którym można kupić prawie wszystkie artykuły spożywcze, owoce, warzywa, mięso ryby, itd.

Ogród Botaniczny

Jeden z największych ogrodów botanicznych w jakich byliśmy. Zajmuje teren ponad 100 hektarów i podzielony jest na segmenty odpowiadające niektórym regionom klimatycznym. Na nas bardzo duże wrażenie zrobiło m.in. różarium.

Różarium, Ogród Botaniczny w Batumi
Różarium, Ogród Botaniczny w Batumi

Ogród jest nieporównywalnie większy niż ogrody botaniczne np w Krakowie lub Wrocławiu. Przejście go zajmuje sporo czasu, gdyż podstawowa trasa ma ponad 3 kilometry, a do tego należy dołożyć jeszcze liczne odnogi.

Ogród Botaniczny w Batumi
Ogród Botaniczny w Batumi

Muzeum Etnograficzne

Prywatne muzeum ulokowane na uboczu bardzo nas zaskoczyło. Dzięki pracy twórcy muzeum powstało miejsce gromadzące różne eksponaty pokazujące życie w Gruzji na przestrzeni ostatnich wieków. Bardzo nas ucieszył fakt, że  zwiedzanie tego muzeum było możliwe z przewodniczką mówiącą po angielsku.

Muzeum Etnograficzne w Batumi
Muzeum Etnograficzne w Batumi
Muzeum Etnograficzne w Batumi
Muzeum Etnograficzne w Batumi

Park Narodowy Kintrishi

Ostatniego dnia naszego wyjazdu do Gruzji odwiedziliśmy Park Narodowy Kintrishi znajdujący się na wschód od Kobuleti. Na początku udaliśmy się do siedziby Parku Narodowego, żeby zasięgnąć jakichkolwiek informacji, gdyż w internecie nie można zbyt wiele znaleźć. Na szczęście spotkaliśmy tam Panią, która w języku angielskim udzieliła nam niezbędnych informacji i dała ostatni egzemplarz mapy z angielskimi napisami.

Park Narodowy Kintrishi
Park Narodowy Kintrishi

Następnie udaliśmy się w kierunku Parku. Droga dojazdowa biegła przez malowniczo położone wioski. Na 10km przed końcem zjechaliśmy z asfaltu i szutrową drogą jechaliśmy nad rzeką Kintrishi, nad którą można znaleźć kilka kamiennych mostów

Park Narodowy Kintrishi
Park Narodowy Kintrishi
Park Narodowy Kintrishi
Park Narodowy Kintrishi

Ponieważ tego samego dnia musieliśmy jeszcze dojechać na lotnisko, więc zrezygnowaliśmy ze zwiedzania głębszych części Parku (można się wybrać nad jezioro Tbikeli oraz do Monastyru Khino), a wybraliśmy się na krótki spacer do wodospadu.

Wodospad w Parku Narodowym Kintrishi
Wodospad w Parku Narodowym Kintrishi

Chłód wody i cień pozwoliły się nam zrelaksować i odpocząć. Cudowne było to, że tego dnia nie spotkaliśmy nikogo oprócz pracownika Parku, który udzielił nam kilku wskazówek, powiedział gdzie możemy zostawić samochód i sprzedał miód.

Do Parku Narodowego Kintrishi na pewno jeszcze wrócimy – trasa do Monastyru Khino to jeszcze jakieś 15 km offroadu, a na to ze względów czasowych nie mogliśmy sobie już pozwolić.

Kanion Okatse i Martvili

Pierwszego dnia naszego wyjazdu do Gruzji poza odwiedzeniem kilku Monastyrów wybraliśmy się do dwóch kanionów.

Najpierw pojechaliśmy do kanionu Okatse. Na miejscu znajduje się Visitor Center, gdzie można kupić bilety uprawniające do wejścia na metalową, 500 metrową kładkę nad kanionem. Niestety kładka znajduje się niecałe 2 km od Visitor Center więc od razu znaleźliśmy się pod ostrzałem ludzi, którzy za kwotę 50 lari chcieli nas tam zawieść, mówiąc, że droga jest niebezpieczna i tylko „big jeep” da radę. Nie chciałem w to wierzyć widząc, że oni sami jeżdżą tam lekko podniesionymi Mitsubishi Delice (chyba jedyny van z prawdziwym napędem 4×4). Zrezygnowaliśmy z usług naganiaczy i pojechaliśmy najpierw nad wodospad Okatse. Po uiszczeniu opłaty (17,5 lari) i przejściu metalową kładką doszliśmy nad piękny wodospad.

Niedalego wodospadu Okatse
Niedalego wodospadu Okatse
Wodospad Okatse
Wodospad Okatse

Następnie wróciliśmy nad kanion, a ponieważ mieliśmy wypożyczone auto terenowe (Mitsubishi Pajero Pinin) to zaczęliśmy jechać szutrowymi i kamienistymi drogami w kierunku wejścia na kładkę. Momentami nie było wiadomo gdzie jechać, gdyż nie było żadnych znaków (myślę że to specjalnie, żeby korzystać z usług naganiaczy). Mniej więcej w połowie drogi Asia uznała, że za bardzo boi się o nasze Pajero (w końcu to wypożyczony samochód) i że go zostawimy i resztę drogi przejdziemy pieszo. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy idąc zatrzymał się samochód a w nim był spotkany wcześniej naganiacz, który usilnie namawiał nas na jazdę z nim nad kanion. Tym razem zdecydowaliśmy się zabrać z nim, bo szkoda nam było czasu i było bardzo gorąco. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu, gdzie przeszliśmy 500m metalową kładką nad kanionem.

Kanion Okatse
Kanion Okatse
Kanion Okatse
Kanion Okatse

Po obejrzeniu makiety kanionu w Visitor Center spodziewaliśmy się dużo więcej niż zobaczyliśmy na miejscu. Kanion jest ładny, ale drzewa praktycznie całkowicie zasłaniają rzekę płynącą w dole. Byliśmy trochę zawiedzeni i uważamy, że wizyta tutaj nie jest warta zachodu. Dużo bardziej podobał nam się wodospad.

Drugi kanion – Martivili zrobił na nas o wiele lepsze wrażenie. Na miejscu oczywiście również byli naganiacze, którzy proponują, że zawiozą turystów w inne miejsca i pokażą ciekawe rzeczy, ale my twardo poszliśmy do Visitor Center i po prostu kupiliśmy wejściówki wraz z „Boat Service” czyli możliwością przepłynięcia się pontonem po rzece.

Kanion Martvili
Kanion Martvili

Skorzystanie z pontonu było chyba najlepszą decyzją tego gorącego dnia. Na wodzie panował bardzo przyjemny chłód i te pół godziny wiosłowania sprawiły nam wielką frajdę. Reszta kanionu udostępnionego dla turystów też nam się bardzo spodobała. Ten kanion gorąco polecamy!

Kanion Martvili
Kanion Martvili
Kanion Martvili
Kanion Martvili

 

Rajd Bieszczadzki „Wilcza Sfora” 2019

W dniach 24-25 maja 2019 odbył się Rajd Bieszczadzki „Wilcza Sfora”, w którym miałem przyjemność uczestniczyć.

Całość wyprawy zaczęła się od przejazdu z domu do miejscowości Myczkowce, który zajął mi prawie 4 godziny. Początek był nieciekawy, bo musiałem pokonać 100 km autostrady w deszczu. Reszta trasy bocznymi drogami województwa podkarpackiego była już całkiem przyjemna. Na miejscu po rejestracji odbył się prolog, który miał długość ponad 70 km. Prowadził głównie asfaltowymi drogami w pobliży Soliny, a oprócz tego zawierał krótkie odcinki po drogach szutrowych i błotnistych. Jeden z podjazdów był bardzo wymagający, ponieważ cały tydzień przed rajdem padał deszcz i zarówno droga jak i łąka były bardzo rozmokłe.

Następnego dnia o 9 wystartowała właściwa cześć rajdu. Trasa miała ponad 250 km i prowadziła przez długie, 10-15 kilometrowe odcinki dróg leśnych. Piękne widoki, czysta przyjemność z jazdy w terenie. Już od początku rajdu na podjazdach słyszałem jakieś stukanie, które niestety okazało się zgubne. Po około 200 km rajdu strzelił łańcuch w mojej Tenere.

Uszkodzony łańcuch
Uszkodzony łańcuch

Oczywiście było to w miejscu, w którym nie było zasięgu, więc nie mogłem wezwać pomocy organizatorów. Na szczęście wszyscy uczestnicy rajdu zatrzymywali się i pytali, czy mogą jakoś pomóc. Jeden z kolegów pojechał i zadzwonił po Łukasza, który przyjechał po mnie z lawetą i dowiózł na bazę rajdu. Po drodze podjechaliśmy jeszcze na jeden z punktów kontrolnych, na którym odbywała się próba sprawnościowa polegająca na szybkim pojeździe na wzniesienie i zjeździe po kamieniach. Niestety mi już nie udało się zmierzyć z tym testem.

Jeszcze przed naprawą łańcucha
Jeszcze przed naprawą łańcucha

Na miejscu okazało się że jeden z uczestników ma taką samą Super Tenere jak moja i że może mi odsprzedać swój łańcuch (wielkie dzięki). W czasie kiedy na bazie rajdu pod hotelem odbywało się ogłoszenie wyników i wręczenie nagród, ja i dwóch spotkanych uczestników rajdu (wielkie dzięki) zakładaliśmy nowy łańcuch. Niestety z powodu braku niektórych narzędzi zajęło to ponad godzinę, ale skończyło się szcześliwie. Do domu ruszyłem przed 22, a na miejscu było o 2 w nocy. To był bardzo intensywny i męczący dzień.

Ogólnie gorąco polecam uczestnictwo w Rajdzie. Trasy były piękne i dobrze przygotowane, roadbook nie miał zbyt wielu błędów, organizatorzy byli bardzo pomocni. Liczę na to, że w przyszły roku Rajd również się odbędzie i będę mógł w nim wziąć udział.

Poniżej krótki filmik podsumowujący mój udział w Rajdzie Bieszczadzkim.

Wyjazd na narty – Jurgów i Bachledka

Na koniec sezonu zimowego 2018/2019 udało nam się wyjechać na 5 dni do Gliczarowa Górnego na narty. W ciągu tych 5 dni jeździliśmy na stokach w Jurgowie, Białce Tatrzańskiej i w Zdiar na Słowacji.

Na początku pojechaliśmy do Jurgowa, gdzie przywitała na raczej pochmurna pogoda, ale za to śnieg był odpowiedni do białego szaleństwa. Trasy bardzo dobrze przygotowane, więc dzieci szybko się rozkręciły i zaczynały nas gonić na stoku. Następnego dnia pojechaliśmy na Słowację na stok Bachledka – bardzo fajne miejsce z jedną trasą czerwoną i jedną czerwono-czarną przy wyciągu krzesełkowym. Poza tymi dwoma miejscami wybraliśmy się również na Kotelnicę w Białce Tatrzańskiej, ale warunki tam były fatalne. Śnieg był strasznie mokry i ciężki oraz było mnóstwo muld. Ostatni dzień był najpiękniejszy i spędziliśmy go w Jurgowie przy temperaturach które pozwalały na jazdę w krótkim rękawku.

Dzikie wakacje 2018

Po powrocie do kraju musiało upłynąć dużo czasu zanim udało się nam zabrać za zmontowanie jednego filmu z całego wyjazdu. Niestety nie wszystkie miejsca, w których byliśmy, są nagrane. Mimo to chcemy się nim podzielić. Wakacje były cudowne i już nie możemy się doczekać kolejnej wyprawy.

Park Sutjeska – Prijevor i Jezioro Trnovačko

Po wczorajszej wizycie w punkcie informacyjnym wybraliśmy się dzisiaj wgłąb Parku Narodowego Sutjeska do miejsca o nazwie Prijevor, a następnie nad Jezioro Trnovačko leżące już w Czarnogórze.

Najpierw uiściliśmy opłatę za wjazd autem do parku wynoszącą całe 5KM (10 zł) i udaliśmy się asfaltowo – szutrową drogą w górę (miejscami oczywiście było więcej dziur w asfalcie niż asfaltu, po pewnym czasie został już sam szuter). Nasz pierwszy przystanek to Dragoš sedlo, z którego po krótkim marszu można zobaczyć prawie stumetrowy wodospad Skakavac.

Wodospad Skakavac

Wodospad znajduje się pośrodku rezerwatu Perućica, który jest lasem pierwotnym i przez który możemy przejechać. Widoki są przepiękne, las zapiera dech w piersiach.

Łącznie po 18 km drogi dojeżdżamy na Prijevor, skąd wychodzą szlaki na Maglic i w kierunku Jeziora Trnovačko. Na miejscu 3 samochody: nasz Landek i jeszcze dwa auta z Polski. Poza tym nikogo. Zostawiamy tu nasze auto i ruszamy w drogę, która ma 5 km w jedną stronę.

Prijevor

Najpierw szlak prowadzi trawersem przez ogromne kamieniska, a następnie schodzi w dół do polanki, aby ponownie wspiąć się na poprzednią wysokość przy samym jeziorze.

Jezioro Trnovačko

Jezioro Trnovačko ma turkusowy kolor i jest niezwykle pięknie położone. Znajduje się między wysokimi szczytami otaczających je gór. Przy brzegu pasą się owce i krowy oraz o dziwo jeden koń. My też udajemy się na popas i po zrobieniu kilku zdjęć i odpoczynku ruszamy w drogę powrotną.

Jezioro Trnovačko

Oznaczenia na szlakach w Bośni są dosyć mylące, bo czasówki są liczone bez żadnych odpoczynków i bardzo mocnym tempem, dlatego pod koniec drogi powrotnej dzieci są już mocno zmęczone. Bartuś i Helenka bardzo dzielnie przeszli całe 10 km, a Marysia chyba była najbardziej wypoczęta, bo pokonała prawie całą odległość w nosidle na plecach Asi. Zmęczeni ale szczęśliwi docieramy do naszego Landka.