Trebinje i chorwacka plaża na do – widzenia

Większość planowanych zakupów zrobiliśmy wczoraj, zatem dzisiejszy dzień mogliśmy wykorzystać jeszcze na pożegnanie z Bałkanami nad morzem, a tym samym odwiedzić Chorwację. Po porażce z plażą Igalo, starannie szukaliśmy czegoś ładnego, padło na Mlini. Plaża na południe od Dubrownika, podzielona na dwie lub trzy części, nie jestem pewna, my wybraliśmy ten środkowy skrawek pomiędzy wielkimi głazami i było warto! Cudowne zakończenie sezonu plażowego, pomimo że słońce co chwilę zakrywały chmury, a znad morza wiał mocny wiatr. Miało to swój niepowtarzalny urok, fale z szumem i hukiem rozbijały się o brzeg, a wiatr przynosił zapach morza… Na plaży zaledwie kilka osób, leżaki można jeszcze było wypożyczyć za 40 ichniejszych pieniążków (KUN) i wygodnie poleżeć 🙂 Delektuję się takimi chwilami w takich miejscach. Białe kamyczki, przejrzysta woda, żadnych śmieci, toalety (czyste i z papierem toaletowym), prysznic i przebieralnia na plaży. Kiedyś tu jeszcze powrócimy!

Plaża Mlini
Plaża Mlini

Po 13:00 niebo zasnuło się już całkiem, więc wróciliśmy do Trebinje na pyszny bośniacki obiadek (jakie to przyjemne zjeść mięciutką jagnięcinę i cielęcinę, duszoną pod peke…). Dalszy plan zawierał ponowne odwiedziny monastyru Tvrdos (byliśmy tam rok temu i ujął nas wtedy swoim niepowtarzalnym klimatem). Urok oczywiście był ten sam, znów mogłam zaczytać się w ikonach, które pokrywają tu prawie każdą ścianę cerkwi, odnaleźć maluteńkie ikony napisane na kamieniach, dotknąć mozaiki na podłodze… Piękne miejsce, które zyskało jeszcze po prowadzonym tu w zeszłym roku remoncie.

Monastyr Tvrdos
Monastyr Tvrdos

Kolejną cerkwią na naszej mapie była cerkiew Michała Archanioła, położona na jednym ze wzgórz okalających Trebinje. Niestety była zamknięta (remont).

Cerkiew Michała Archanioła
Cerkiew Michała Archanioła

Dzikie wakacje 2018

Po powrocie do kraju musiało upłynąć dużo czasu zanim udało się nam zabrać za zmontowanie jednego filmu z całego wyjazdu. Niestety nie wszystkie miejsca, w których byliśmy, są nagrane. Mimo to chcemy się nim podzielić. Wakacje były cudowne i już nie możemy się doczekać kolejnej wyprawy.

Pożegnanie z morzem

Dzisiaj ostatni raz podczas tego wyjazdu byliśmy na plaży. Ponownie wybraliśmy Dziką Plażę koło Drvenika. Tym razem udało nam się zająć zacienione miejsce i cieszyć się ciszą i spokojem.

Dzikie Wyprawy

Po plażowaniu udaliśmy się na rybny obiad do znanej nam już restauracji Bago. Tym razem zamówiliśmy 3 różne gatunki ryb: Šampjer, Škarpina, Zubatac.

Przed obiadem
Po obiedzie

Rybki były tak pyszne, że chcieliśmy jeść nawet ości. Marysia wcięła pół Zubataca (przez wszystkich ogłoszonej najlepszą rybą).

Dzika plaża w Drveniku, i jedzona po raz 3 najpyszniejsza ryba świata Zubatac (Dentex)

Dzisiaj znowu jedziemy na plażę do Drvenika. Marysia już zapuszcza się na swoim nowym kółeczku bardzo głęboko, my z resztą też, Bartuś pierwszy raz po 6 dniach na plaży zanurkował. „Dojechaliśmy!”, po 52 minutach jazdy powiedział Bartuś. Na plaży wolne jest miejsce w cieniu, zajmujemy je ponieważ wtedy nie potrzeba nam parasola. Mamusia robi napis „DZIKIE WYPRAWY” na skale. Ponieważ koło 3.00. po południu zaczynamy być głodni to postanawiamy pojechać do Restauracji Bago w, której 2 dni temu jedliśmy Zubataca i Oradę, teraz zamawiamy Skarpinę, Rybę św. Piotra oraz Zubataca.

Restauracja Bago

Dzika plaża nieopodal Drvenika i pyszny obiadek

Dzisiejszy dzień zaplanowany był pod znakiem plaży. Wybraliśmy miejsce, które dwa razy odwiedziliśmy w zeszłym roku (w maju) i bardzo nam przypadło do gustu. To dzika plaża nieopodal Drvenika. Co prawda nie ma tu wyznaczonego kąpieliska, ale zejście do wody jest łagodne, woda cieplejsza niż w Gradacu, czystsza i mało tu ludzi.  Miło zaskoczył nas także fakt, że plaża okazała się czystsza niż rok temu. Dzieci wyszalały się dziś do woli, obserwowały masę rybek, które dało się zobaczyć nawet bez okularków. W drodze powrotnej, troszkę niepewni zatrzymaliśmy się na jedzone 😉 Oczywiście po właściwej stronie granicy, czyli już w Bośni. Niepozorna z zewnątrz restauracja Bago (opinie na tripadvisor) okazała się naprawdę wyszukanym miejscem, a jak potem doczytaliśmy w karcie dań, serwowała głównie ryby. I tu piękna niespodzianka, gdyż w menu znajdował się zubatac (dentex), ryba która utkwiła nam w pamięci z podróży na Hvar. Zamówiliśmy dwie oraz oradę. Uczta dla podniebienia była nieziemska. Chyba najlepszy nasz posiłek na Bałkanach!

Wodospady Kravica i Gradac

Pełni optymizmu pojechaliśmy dzisiaj zobaczyć wodospady Kravica. Rok temu mieliśmy w planie odwiedzić to miejsce, ale nie wystarczyło nam czasu, więc teraz postanowiliśmy się tam wybrać (planując również ewentualną kąpiel). Na miejscu okazało się, że cały urok tej atrakcji został zaprzepaszczony. Same wodospady są piękne, ale obecność wycieczek autokarowych sprawia, że ich czas pryska. Było tam mnóstwo ludzi, więc od razu zrezygnowaliśmy z pomysłu kąpieli, zrobiliśmy szybko kilka zdjęć i uciekliśmy do auta. Ogólnie Kravica wypadają bardzo słabo – cena nieadekwatna do jakości, za mała przestrzeń dla takiej liczby turystów.

Wodospady Kravica

Rozczarowani postanowiliśmy udać się na plażę. Wybraliśmy kierunek Gradac i po niecałej godzinie jazdy byliśmy już nad morzem. Plaża kamienista, miejscami zacieniona dzięki obecności drzew. Dzieci zadowolone, bo znalazły prawdziwy piasek, a woda była bardzo ciepła.

Plaża Gradac

Wodospady Kravica i plaża w Gradacu

Dzisiaj, postanowiliśmy pojechać nad wodospady Kravica i spędzić tam miłe południe kąpiąc się i opalając na słoneczku. Gdy dojechaliśmy już do wyznaczonego celu, to poszliśmy zapłacić za wejście i wziąć jakieś ulotki, i znalazły się, po polsku! Chociaż język chorwacki jest bardzo podobny do naszego to łatwiej jest mówić po polsku i czytać oczywiście też. Na wodospady trzeba zejść spory kawałek drogi kamienną ulicą, ale na szczęście jeździ tam traktor z dwoma wagonami, zdecydowaliśmy że nim pojedziemy, wszystko byłoby okej, gdyby nie wycieczka, która wpakowała się z nami do wagonu. Pani, która obok nas siadła zaczęła prawić uwagi Rodzicom co do naszego wychowania, powiedziała „Ale tak z odpowiedzialności Rodziców to powinni Państwo trzymać dzieci między sobą bo to wielkie niebezpieczeństwo że dziecko wypadnie”. Gdy dojechaliśmy na wodospady to pojechaliśmy na plażę do Gradacza, bo na Kravicy było bardzo dużo ludzi.

Plaża po raz III

Cóż tu pisać, jak w tytule, bez ciśnienia pojechaliśmy na tą samą plażę co wczoraj. Pogoda piękna, woda cieplutka, mnóstwo rybek. Za to Marysia poszła dziś na całość – porwała kółko Helusi i ujeżdżała je, znaczy upływała ile mogła. Miała z tego taką radochę, że nie chciała za nic oddać Heli kółka. Choć kilka razy też leżała na brzuszku na brzegu i próbowała unosić się na wodzie. Szło jej nieźle, nie poddawała się nawet, gdy woda zalewała jej buźkę. Teraz czas na pakowanie, jutro po mszy w kościele w Orasacu wyruszamy w do Bośni, po drodze mając w planie zwiedzić jaskinię Vjetrenicę.

Veliki Zal po raz drugi i Arboretum Trsteno

Poranek i wczesne popołudnie spędziliśmy w pięknym słońcu na plaży. Dziś nawet Marynia odważniej podchodziła do wody, kopała w wodzie nóżkami, chlapała rękami i nie zważała na słoną wodę, której krople padały jej na buźkę i do oczu.

Plaża Veliki Zal

Parę minut po 13:00 wielka chmura zawisła nas morzem, potężne białe kalafiory kłębiły się ponad wodą zapowiadając burzę. Rzeczywiście, grzmotnęło parę razy, więc zebraliśmy rzeczy i wróciliśmy na kwaterkę. Po powrocie z nieba spadło zaledwie kilka kropel deszczu, postraszyło i przeszło. Wykorzystaliśmy więc czas po obiedzie na zwiedzanie oddalonego zaledwie o 2 km Arboretum Trsteno. To największy na Chorwacji ogród botaniczny. Z dużymi oczekiwaniami przekroczyliśmy bramę wejściową, uiściliśmy niemałą opłatę 50 kn/os. (na szczęście, dzieci miały darmowe wejście) i rozpoczęliśmy wędrówkę krętymi ścieżynkami. Wokół piękne, majestatyczne cyprysy, platany, wiele krzewów i niestety tylko znikoma liczba kwitnących jeszcze kwiatów (no cóż, nie ta pora), kamienny akwedukt, kościółek, fontanna i ślub… Trafiliśmy na uroczystość zaślubin w ogrodzie, więc możliwość zwiedzania była lekko utrudniona, aby nie wchodzić zbytnio w paradę parze młodej i gościom. Dyskretnie przemykaliśmy, gdzie mogliśmy. Ogród ma swój klimat, panuje tu taki chorwacki chaos, luz wśród roślin, ale też i zaniedbanie. Jakby zapomnienie. Niegdyś zachwycający letni pałac w ogrodzie, teraz wygląda jak stęchły dworzec kolejowy. Brudne posadzki, śmieci, niszczejące ściany i stropy. Dawna świetność chyba tu już nie wróci. A szkoda. Bliskość Dubrownika chyba także tu dała się we znaki. Któż chce podziwiać ogrody, jeśli obok tak sławetne miejsce? Z lekką goryczą wracamy.

Arboretum Trsteno