Droga z Zaraće do Bośni

Dzisiaj wstaliśmy rano wcześniej. Nasi znajomi wyjechali jeszcze przed tym jak zjedliśmy  śniadanie. Po śniadaniu zaczęliśmy nosić rzeczy do auta. Dzięki temu, że już wczoraj zanieśliśmy część bagaży i że pomagali nam rodzice, to poszło o wiele szybciej niż znoszenie ich w dniu przyjazdu.

Już po 9:15 rano wyjechaliśmy z Zaraće. Droga na prom do Sućuraju zajęła nam około półtorej godziny. Przed 11:00 ustawiliśmy się w kolejce w porcie i poszliśmy kupić bilecik. Potem wstąpiliśmy jeszcze z tatusiem, a potem też z mamusią do kilku kramików z pamiątkami żeby kupić coś na prezenty i magnes na lodówkę. Tatuś już jakiś czas temu zainspirował nas do zbierania magnesów z miejsc w których byliśmy, więc teraz wzięliśmy taki z Sućurajem.

Niedługo potem wjechaliśmy na prom. Usiedliśmy w środku, nie na górnym pokładzie bo pogoda nie była za ładna. Zjedliśmy nasze kanapki na drogę.

Jedzenie na promie

W pół godziny potem dopłynęliśmy do Drvenika.

Na promie – Hvar już za nami
Teraz widok na Drvenik
Bartek i Mania na promie

Po wyjeździe z promu ruszyliśmy od razu dalej. Najpierw pojechaliśmy do Medjugorje. Z Drvenika mieliśmy tam ponad godzinę drogi. Jakoś w połowie przejechaliśmy granicę Chorwacko – Bośniacką. W Medjugorje zostawiliśmy mamusię która chciała iść na górę, a my pojechaliśmy do apartamentu w Blagaju. Z Medjugorje mamy tam pół godziny.

Jadąc tam, kilka razy pomyliliśmy drogę, bo nawigacja nia pokazywała dokładnie i skręciliśmy nie tam gdzie trzeba. Po dojeździe do Blagaju musieliśmy jeszcze znaleźć wjazd pod dom. Kiedy to się udało, spotkaliśmy właścicielkę domu, która nas pokierowała do właściwej bramy. Był jeszcze problem z wjazdem do ogrodu, bo nasz „mały” samochodzik okazał się za duży, albo wręcz przeciwnie – droga była za wąska. Okazało się, że mamy do dyspozycji prawie cały duży dom z ogrodem i basenem. Ładnie urządzony, pełne wyposażenie. Rozpakowaliśmy samochód i tatuś nastawił wodę na makaron. Mieliśmy zjeść i wrócić do Medjugorje po mamusię, ale w międzyczasie skończył się gaz w kuchence i musieliśmy poczekać z grzaniem obiadu. W dodatku dzieciaki dostały lekkiego wariata po dojechaniu na miejsce, tak że w końcu po mamusię wyjechaliśmy dopiero koło 15:00.

Droga z powrotem w to samo miejsce strasznie się dłużyła, w dodatku z reguły nie można tutaj jechać szybciej niż 50 km/h, bo są serpentyny i wąskie mijanki. Dojechaliśmy przed 16:00 i znaleźliśmy mamusię przy kramikach z pamiątkami. Po drodze do Blagaju zatrzymaliśmy się przy straganie z warzywami. Kupiliśmy trochę warzyw i owoców i pojechaliśmy dalej. Mamusia z lekka się przeraziła, kiedy zobaczyła wjazd do bramy, ale udało nam się tam z powrotem wjechać.

Potem zjedliśmy granata którego mamy jeszcze z Zaraće, dzieci trochę się też pobawiły.

Już w domu – Bośnia

Koło 19:00 zjedliśmy pyszną kolację i reszta dzieci poszła spać.

Jutro planujemy wyjazd jeszcze raz do Medjugorje, gdzie mamusia pójdzie z Bartkiem i Manią na górę, a później do Mostaru.

Na dzisiaj to już koniec. Mam nadzieję, że wszyscy przebrnęli przez mój superdługi wpis. Pozdrowienia z Bośni!