Durmitor w słońcu

Ranek wita nas niebieskim niebem i pięknym słońcem. Po śniadaniu wybieramy się na drogę widokową wiodącą przez góry Durmitoru. Asfalt wije się pomiędzy wspaniałymi szczytami wapiennymi, pagórkami i połoninami. W drodze na przełęcz mijamy oldmobil’a, który stoi kilkadziesiąt metrów  poniżej asfaltu (czy stoczył się w dół, czy też specjalnie go ktoś tam ustawił, tego nie wiemy). Osiągamy Sedlo, czyli przełęcz z której rozpościera się zapierający dech w piersiach (nie tylko od piękna, ale i od wiejącego tu wiatru) widok na otaczające szczyty.

Sedlo w tle
Sedlo w tle

Z trudem wysiadamy z auta, a nasz plan spaceru ścieżką widokową lega w gruzach, gdy wiejący tu wiatr chce nam urwać głowy 😉 Dzieci ubrane we wszystko co się dało, nagle dostrzegają pozytywy naszego porannego zachęcania ich do włożenia ciepłych ubrań. Szybko podchodzimy kilka metrów w górę, robimy parę pamiątkowych zdjęć i byle prędzej, zatapiamy się w cieple LanDzika 🙂 Jedziemy dalej drogą, która jest wyjątkowo piękna. Mijamy stada owiec, krów, kóz… Krajobraz bajkowy. Spalone słońcem trawy łudząco przypominają nasze Połoniny, ale ich ogrom jest nie do porównania, poza tym z tutejszych połonin wyrastają ku niebu gołe, wapienne, masywne szczyty, które wysokością dorównują Tatrom.

Tunele
Tunele

Wstążką drogi, która raz po raz znika w wykutych w skałach tunelach, docieramy do Kanionu Pivy. W dole widać turkusowy zalew (co prawda sztuczny, ale w niczym mu to nie ujmuje piękna) oraz miasteczko Pluzine. Docieramy do Monastyru Piva, wzniesionego w XVI w. i przeniesionego w latach 70-tych na obecne miejsce z terenu zalewu. Wnętrze zdobią wspaniałe freski – ikony. Można tu odetchnąć duchowością…

Monastyr Piva
Monastyr Piva

W Pluzine jemy lekki obiad i ruszamy w drogę powrotną po śladach naszych kół 🙂 Tuż za Sedlem mały korek. Maciek z dziećmi wysiadają zobaczyć co się stało. Otóż traktor wyciąga wspomnianego na początku wpisu oldmobila z przepaści, a turyści podziwiają to karkołomne zadanie.

Oldmobil z przepaści
Oldmobil z przepaści

Do Żabljaka docieramy dość wcześnie i postanawiamy podejść jeszcze raz nad Crno Jezero, tym razem w pięknej pogodzie, z przepięknym widokiem na szczyt Mamad’u, ale za to w tłumie turystów, którzy wysypują się tu z autokarów i jak lawa zalewają brzeg jeziora. Dzieci z pasją wrzucają kilka kilogramów kamyków do jeziora, po czym ruszamy szlakiem w stronę Zmijne Jezero. Ścieżka wiedzie przez las, ale jest przyjemna i urokliwa. Tu docierają już nieliczni, można więc zaznać troszkę ciszy i spokoju (poza odgłosami naszych dzieci, które rozpoczynają zbieranie gliny na jej przerób na barwniki naturalne!!!). Nie osiągamy celu wyprawy, gdyż jest zbyt późno by iść dalej, zatem zawracamy w stronę jeziora. Udało się nam znaleźć kilka rydzów, z których powstała pyszna kolacja dla Mężusia 🙂

Rydze
Rydze

Dzień wypasiony. Napełniony po brzegi. Jutro ruszamy dalej, na południe!