Dzień pod znakiem zwiedzania

Pogoda znów zapowiadała się mieszana. Nasza mapa punktów do zwiedzania jeszcze nie została całkiem odhaczona, zatem Maciek układa plan na dziś i ruszamy. Pierwszy punkt, to oddalony o około 40 km Žabljak Crnojevića. Znajdują się tam pozostałości twierdzy wzniesionej w X w., a opuszczonej w 1478 r. pod naporem Turków. Cieżko nam znaleźć właściwą ścieżkę prowadzącą do bramy wzniesienia, nie ma tu żadnej tablicy, ani drogowskazu. Dopiero zapytani przez nas lokalni mieszkańcy wskazują nam kamienną drogę, która wiedzie na szczyt. Po krótkim marszu, mijamy cmentarz i dalej naszym oczom ukazują się już mury okalające twierdzę. Wyślizganymi wapiennymi schodami wkraczamy do wnętrza, gdzie widnieją wysokie ruiny mówiące o dawnej świetności tego miejsca.

Žabljak Crnojevića
Žabljak Crnojevića

Kilka ścian jest ogrodzona, prowadzone są tu jakieś prace remontowe, które bardzo przydadzą się temu miejscu, jeśli ma ono nadal przyciągać turystów.

Žabljak Crnojevića
Žabljak Crnojevića

Niestety jest to dość zaniedbane miejsce i gdyby nie jego historia i piękne położenie – rozciąga się tu wspaniały widok na Jezioro Szkoderskie i rzekę Moračę – to chyba nie byłoby po co tu zaglądać.

Žabljak Crnojevića
Žabljak Crnojevića

Uderza nas też ogromna bieda tej okolicy. Mieszkańców tu niewielu, domy bardzo zaniedbane, obejścia brudne i niechluje… Figi gniją na drzewach, nikt ich nie zbiera, aby przerobić, czy sprzedać… Schodząc z twierdzy znajduję dwie rośliny, które przypominają mi tutejszą miętę, zbieram je, ale pewności nie mam. Dochodząc do auta pytam napotkanego mężczyznę, czy to „nana” (lokalna nazwa mięty) i czy mogę z niej „czaj” zrobić. Pan ogląda wącha, jedno z ziół odrzuca, że nie dobre, a drugie potwierdza, że „nana” 🙂 Jestem zadziwiona i mile zaskoczona, że można jeszcze przypadkiem spotkać ludzi, którzy żyjąc blisko natury, znają ją i rozumieją. Tym sposobem mam garść czarnogórskiej mięty, która smakiem powala naszą!

Žabljak Crnojevića
Žabljak Crnojevića

Zostawiamy za nami twierdzę i zmierzamy w kierunku wspaniałego teatru natury jaki tworzy Rijeka Crnojevica. Wolno wijąca się pośród wzgórz rzeka tworzy malowniczy pejzaż, jej zakola oplatają górskie szczyty i zasilają swymi wodami Jezioro Szkoderskie. Dojeżdżamy do punktu widokowego, gdzie możemy zobaczyć to niecodzienne zjawisko.

Rijeka Crnojevica
Rijeka Crnojevica
Rijeka Crnojevica
Rijeka Crnojevica

Podejmujemy decyzję, aby jeszcze tego dnia pojechać do dawnej stolicy Czarnogóry – Cetinje. To też jedno z miejsc jakie zapamiętałam ze swojego trampingu, a konkretnie Monastyr Narodzenia Matki Bożej. Po 20 min. jazdy docieramy do miasta, które wydaje się nam jakby opuszczone, śpiące… w niczym nie przypominające tak znaczącego kiedyś miejsca! Podjeżdżamy na parking przy monastyrze.

Monastyr Narodzenia Matki Bożej
Monastyr Narodzenia Matki Bożej

Wchodzimy w jego mury i okazuje się, że w miejsca w które kiedyś można było wejść, teraz już nie można. Ale wchodzimy do cerkwi, która podzielona jest na dwie części. Z przedsionka można wejść do części wykutej w skale, której ściany pokryte są ikonami oraz do głównej cerkwi.

Monastyr Narodzenia Matki Bożej
Monastyr Narodzenia Matki Bożej

W czasie, gdy podziwiamy ikonostas głównej cerkwi, wchodzi jeden z mnichów prawosławnych z kluczami i otwiera wieko dużej drewnianej, pięknie zdobionej skrzyni. Zaraz ustawia się kolejka osób, które chcą choć chwilkę pomodlić się i zanieść swoje prośby do Boga za pośrednictwem tych, których cząstki się tam znajdują. Idziemy z Helusią, mnich zachęca nas ruchem ręki, abyśmy podeszły. W skrzyni ukazują się naszym oczom relikwie całej postaci (świętego Piotra z Cetinje), okryte drogim ornatem, ale widoczny jest zarys postaci i ręce. Ponadto w złotej skrzyneczce widnieje prawa ręka Świętego Jana Chrzciciela (tylko z dwoma palcami, gdyż reszta znajduje się w innych krajach) oraz w malutkim, równie zdobnym pudełeczku, umieszczone zostały drzazgi z Krzyża Świętego! Krótką chwilkę modlimy się i opuszczamy cerkiew. Niezwykłe miejsce. I niesamowite szczęście, że akurat mogliśmy zobaczyć relikwie…

Dzień wcześniej przeczytałam historię ikony Matki Bożej „Błogosławiony Kwiat”, która się znajduje w monastyrze Rustovo i przed powrotem chciałam tam wstąpić raz jeszcze, aby popatrzyć na tę ikonę. W czasie wtorkowej wizyty nie byłam świadoma, że patrzę na taki cud. Powrót przez Rustovo był nam po drodze, więc ucieszyłam się bardzo, że będę mogła tak szybko spotkać się z „Błogosławionym Kwiatem”. Schodząc schodkami w dół, ku bramie klasztoru, dzieci oznajmiły mi, że jest ta sama, miła mniszka. Jak nasz wzrok się spotkał, twarze nam się rozjaśniły w szerokim uśmiechu. Opowiedziałam jej, że przeczytałam historię ikony i chciałam tu jak najszybciej wrócić. Olga, bo tak ma na imię mniszka, wprowadziła mnie do cerkwi i zostawiła samą, abym mogła pobyć z Kwiatem sam na sam. Dobry czas. Cudowny. Maciek w tym czasie ogarniał dzieci na placu zabaw, który znajduje się tuż za murami monastyru. Cichutko wyszłam z cerkwi i wróciłam do moich Skarbów. Mniszka Olga po chwili pojawiła się przy nas i raz jeszcze utwierdziła nas w swoim przekonaniu, że dla niej to jesteśmy prawdziwą „orthodox family”. Poprosiła, abyśmy spisali nasze imiona na kartce, aby mogły powierzać nas w modlitwie 🙂 Święte miejsce.