Cerkiew w Barze i plaża Lučica – pożegnanie z Sutomore

Dzisiaj najpierw jedziemy do Baru, miejscowości oddalonej od Sutomore o około 10 km. by zwiedzić cerkiew Saborni Hram Svetog Jovana Vladimira. Cerkiew jest w środku przepiękna.

Saborni Hram Svetog Jovana Vladimira
Saborni Hram Svetog Jovana Vladimira
Saborni Hram Svetog Jovana Vladimira
Saborni Hram Svetog Jovana Vladimira

Jest tam w bocznej kaplicy chrzcielnica do chrztu dorosłych.

Chrzcielnica
Chrzcielnica

Mamunia jednak straciła humor już prawie całkowicie, bo Marysia, nie dość że od obudzenia się jojda cały czas to jeszcze Mamuni nie słucha. Teraz mamy plan jechać na plażę. Pierwsza na którą podjeżdżamy, nie odpowiada nam bo słychać z niej drogę. Podjeżdżamy na plażę Lučica w miejscowości Petrowac. Jest cała piaskowa, z parasolkami i leżakami. Niestety 1 leżak w pierwszej lini plaży kosztuje aż 20 eur. Gdy pływam nagle podgryza mnie rybka, Tatuś nie chce uwierzyć, bo zwykle rybki są z dala od ludzi, uciekają bo się ich boją, jednak gdy potem tatusia także podgryza ta rybka, to już mi naprawdę wierzy. Jednak na plażę dzisiaj za zimno, po prostu wszystkim nam jest zimno, więc postanawiamy jechać narazie coś zjeść do restauracji o nazwie Konoba Sudbina.

Po pysznym jak wszyscy twierdzimy jedzonku 🙂 jedziemy jeszcze na górę o nazwie Haj. Mamusia boi się wyjechać po kamienistej drodze na górę by zobaczyć widok na zatokę więc kawałek podchodzimy sobie. Lecz są same wysokie krzaki, i widoku normalnie nie widać, więc wracamy.

Góra Haj
Góra Haj

 

Plażing

Od dziś przez 4 dni ma być piękna pogoda, więc korzystamy na całego i uprawiamy plażing. Wybraliśmy plażę Reževići, zapakowaliśmy prowiant i spędziliśmy piękny dzień na pięknej plaży kąpiąc się w morzu i słońcu.

Plaża Reževići
Plaża Reževići
Plaża Reževići
Plaża Reževići

Duże fale

Dzisiaj budzimy się i jemy śniadanie, pakujemy rzeczy i jedziemy na plaże. Jest długie zejście na plaże. Bawimy się z Helenką w przeskakiwanie wysokich fal 🙂

Fale
Fale

Dzisiaj jesteśmy długo, a później odstawiamy Mamusię i jedziemy  do tunelu który jest strasznie brudny, a jak idziemy do tego tunelu spotykamy brązowego psa.

Plaża w Sutomore

Dzisiaj jedziemy na jeszcze inną plażę niż wczoraj. Jest większa i nie ma tak wielkich kamieni jak tamta wczoraj. Jednak przechodzimy na drugą stronę nasypu kamiennego, gdzie jest trochę spokojniej, ale są duże, ostre i wystające kamienie. Po chwili już z kółkami, idziemy się kąpać. Już wczoraj powiedziałam Tatusiowi, że z kółkiem, popłynę z nim bardzo daleko od plaży. Niestety okazuje się że popłyniemy tam dopiero na sam koniec pobytu nad morzem, ponieważ wypływam trochę dalej, by pounosić się na falach, macham szybko nogami, i nagle zahaczam jedną, lewą nogą o ostry kamień i rozcinam ją sobie. Leje mi się krew. Od razu słona morska woda zaczyna mnie piec.

moja noga
moja noga

Wobec tego że dopóki nie zrobi się jako taki strupek nie mogę pływać, więc   zaczynam zbierać ładne kamyczki. Po chwili zauważam że Bartek też już nie pływa, za to buduje „mur obronny” przed wodą morską. Pytam go co robi, on mówi że buduje restaurację. Zaczynam mu z Marią pomagać. Po chwili już zaczyna powstawać restauracja. Robię mozaikę-rondo na środku, jest tam grill, mały stawik, a wszystko to otaczają różne kwiatki i zielone rośliny. Dookoła stoliki. Bartek dołącza do tego jeszcze pokoik gościnny.

nasza restauracja
nasza restauracja

Po powrocie do apartamentu, płuczemy się z soli, przebieramy, i jedziemy coś zjeść do restauracji. Jest dobre jedzenie.

Plaża w Sutomore

Jedziemy na plaże, która jest w Sutomore . Mamy wybór, albo trzeba pojechać w prawo, to się dojedzie na plaże, która ma scene, a jak się pojedzie w lewo to na plaże która ma duże kamienie, a jak się pojedzie na wprost to się dojedzie na normalną plażę. Byliśmy tylko na dwóch, obie mi się podobały, a na tą trzecią chwile podjechaliśmy, a później tatuś na ną pobiegł i zrobił zdjęcie.

Plaża Maljevik
Plaża Maljevik

Dzika plaża nieopodal Drvenika i pyszny obiadek

Dzisiejszy dzień zaplanowany był pod znakiem plaży. Wybraliśmy miejsce, które dwa razy odwiedziliśmy w zeszłym roku (w maju) i bardzo nam przypadło do gustu. To dzika plaża nieopodal Drvenika. Co prawda nie ma tu wyznaczonego kąpieliska, ale zejście do wody jest łagodne, woda cieplejsza niż w Gradacu, czystsza i mało tu ludzi.  Miło zaskoczył nas także fakt, że plaża okazała się czystsza niż rok temu. Dzieci wyszalały się dziś do woli, obserwowały masę rybek, które dało się zobaczyć nawet bez okularków. W drodze powrotnej, troszkę niepewni zatrzymaliśmy się na jedzone 😉 Oczywiście po właściwej stronie granicy, czyli już w Bośni. Niepozorna z zewnątrz restauracja Bago (opinie na tripadvisor) okazała się naprawdę wyszukanym miejscem, a jak potem doczytaliśmy w karcie dań, serwowała głównie ryby. I tu piękna niespodzianka, gdyż w menu znajdował się zubatac (dentex), ryba która utkwiła nam w pamięci z podróży na Hvar. Zamówiliśmy dwie oraz oradę. Uczta dla podniebienia była nieziemska. Chyba najlepszy nasz posiłek na Bałkanach!

Wodospady Kravica i Gradac

Pełni optymizmu pojechaliśmy dzisiaj zobaczyć wodospady Kravica. Rok temu mieliśmy w planie odwiedzić to miejsce, ale nie wystarczyło nam czasu, więc teraz postanowiliśmy się tam wybrać (planując również ewentualną kąpiel). Na miejscu okazało się, że cały urok tej atrakcji został zaprzepaszczony. Same wodospady są piękne, ale obecność wycieczek autokarowych sprawia, że ich czas pryska. Było tam mnóstwo ludzi, więc od razu zrezygnowaliśmy z pomysłu kąpieli, zrobiliśmy szybko kilka zdjęć i uciekliśmy do auta. Ogólnie Kravica wypadają bardzo słabo – cena nieadekwatna do jakości, za mała przestrzeń dla takiej liczby turystów.

Wodospady Kravica

Rozczarowani postanowiliśmy udać się na plażę. Wybraliśmy kierunek Gradac i po niecałej godzinie jazdy byliśmy już nad morzem. Plaża kamienista, miejscami zacieniona dzięki obecności drzew. Dzieci zadowolone, bo znalazły prawdziwy piasek, a woda była bardzo ciepła.

Plaża Gradac

Wodospady Kravica i plaża w Gradacu

Dzisiaj, postanowiliśmy pojechać nad wodospady Kravica i spędzić tam miłe południe kąpiąc się i opalając na słoneczku. Gdy dojechaliśmy już do wyznaczonego celu, to poszliśmy zapłacić za wejście i wziąć jakieś ulotki, i znalazły się, po polsku! Chociaż język chorwacki jest bardzo podobny do naszego to łatwiej jest mówić po polsku i czytać oczywiście też. Na wodospady trzeba zejść spory kawałek drogi kamienną ulicą, ale na szczęście jeździ tam traktor z dwoma wagonami, zdecydowaliśmy że nim pojedziemy, wszystko byłoby okej, gdyby nie wycieczka, która wpakowała się z nami do wagonu. Pani, która obok nas siadła zaczęła prawić uwagi Rodzicom co do naszego wychowania, powiedziała „Ale tak z odpowiedzialności Rodziców to powinni Państwo trzymać dzieci między sobą bo to wielkie niebezpieczeństwo że dziecko wypadnie”. Gdy dojechaliśmy na wodospady to pojechaliśmy na plażę do Gradacza, bo na Kravicy było bardzo dużo ludzi.

Plaża po raz III

Cóż tu pisać, jak w tytule, bez ciśnienia pojechaliśmy na tą samą plażę co wczoraj. Pogoda piękna, woda cieplutka, mnóstwo rybek. Za to Marysia poszła dziś na całość – porwała kółko Helusi i ujeżdżała je, znaczy upływała ile mogła. Miała z tego taką radochę, że nie chciała za nic oddać Heli kółka. Choć kilka razy też leżała na brzuszku na brzegu i próbowała unosić się na wodzie. Szło jej nieźle, nie poddawała się nawet, gdy woda zalewała jej buźkę. Teraz czas na pakowanie, jutro po mszy w kościele w Orasacu wyruszamy w do Bośni, po drodze mając w planie zwiedzić jaskinię Vjetrenicę.